Po
dramatycznej rozmowie z proboszczem prał ks. Piotrem Skurą w czasie, której
potwierdziłem jego przypuszczenia, że Ks. Czesław Maciaszek
"lubi
chłopców", ks. Skura niezwłocznie udał się do Płocka. I chociaż nie byłem
świadkiem jego rozmów w Diecezji Płockiej jest pewne, że rozmawiał tam z kimś
bardzo kompetentnym, biorąc pod uwagę fakt, że ksiądz mgr.Czesław Maciaszek
został odwołany z zajmowanego stanowiska Wikariusza Parafii Zakroczym ze
skutkiem natychmiastowym i zniknął z parafii zakroczymskiej, bez pożegnania.
Nie zatroszczono się nawet o zachowanie pewnych form służbowych czy
grzecznościowych jak to zwykle bywało przy odchodzeniu księży do innej parafii
- podziękowania, kwiaty i itp.
ks.Czesław Maciaszek, po prostu zniknął następnego dnia. Nie poinformowano nas
nawet, do jakiej parafii został przeniesiony. Z reakcji Diecezji Płockiej
wynikało, że nagła wizyta księdza Piotra Skury w Płocku i dotarcie wiadomości
o fakcie seksualnego wykorzystywania ministrantów do ówczesnego
ks. bp.Bogdana Sikorskiego,
musiały być jeszcze dramatyczniejsze niż moja rozmowa z księdzem Skurą.
Jak i to, że sytuację oceniana była za bardzo poważną i niebezpieczną dla
kościoła, skoro władze Diecezji
Płockiej, zdecydowały się na usunięcie ks. Maciaszka bez jakiegokolwiek
dochodzenia i podjęły natychmiastowe działania w celu zneutralizowania
powstałego zagrożenia.
Zarządzono zmowę milczenia skupiając się na oczyszczeniu kościoła z
ewentualnych podejrzeń czy oskarżeń i eliminację możliwości ujawnienia
prawdziwych faktów po przez ośmieszenie i dyskredytację ofiar i wszystkich
tych, którzy mieli jakąkolwiek wiedzę o tym, co sie wydarzyło.
W perfidny sposób niszczono nasze młode życia, naszą przyszłość. "Pracując"
nad każdym z nas z osobna dawano nam do zrozumienia, że nie tylko nie
zasługujemy na pomoc czy współczucie, ale należy nam się kara... bo jak to
ktoś po tym powiedział - wyczuliśmy księdza słabość i ją wykorzystaliśmy.
Wydaję się, że w całym tych ich planie brakowało tylko jeszcze jednego wątku.
Brakowało stwierdzenia, że to my, dzieci i małoletni ministranci,
molestowaliśmy w pełni dorosłego i wysoko wykształconego księdza.